sobota, 25 lutego 2012

Rozdział VIII ♥

-Nie mogę. -powiedziałam odpychając go rękami.
Odpowiedziała mi głucha cisza.
-Mikołaj, jesteśmy przyjaciółmi.
-Tak, wiem. -powiedział po czym wyszedł z sali.
Chwyciłam za torbę, która leżała na moim łóżku i chciałam biec za Mikim, lecz w drzwiach zatrzymała mnie mama.
-Gdzie się tak śpieszysz? Gdzie Mikołaj?
-Wyszedł.
-Pokłóciliście się ?
-Nie, możemy już iść ?
-No dobrze skarbie.-powiedziała po czym udałyśmy się w stronę wyjścia ze szpitala.
-Poczekaj.-rzekła nagle mama- Zapomniałam od doktora wziąć receptę na lekarstwa dla ciebie.
-No dobrze.
-Zaraz wracam- krzyknęła kobieta wbiegając po schodach.
Nie chciałam zostać w szpitalu ani minuty dłużej, więc wyszłam na dwór. Obok naszego samochodu stał Mikołaj, który chodził tam i z powrotem trzymając w reku papierosa.
-Zgaś to!-powiedziałam stanowczym głosem.
-Nie..-odrzekł cicho zaciągając się kolejnym buchem.
-Proszę, wiesz ,że nienawidzę tego smrodu.
-A ty wiesz ,ze nienawidzę być dla ciebie nikim.
-Nie jesteś nikim. Jesteś przyjacielem.-powiedziałam po czym się do niego przytuliłam.
-Ta, niech ci będzie.-rzekł odsuwając się ode mnie.
Spojrzałam na niego z wyrzutem.
-Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? Masz do mnie pretensje, że jesteśmy przyjaciółmi? Proszę cie ogarnij trochę bo cie nie rozumiem.
Mama nie dała mu odpowiedzieć, bo właśnie zakomunikowała ,że jedziemy.
Wsiadłam do samochodu trzaskając drzwiami. Zdziwiło mnie trochę to co zrobił Mikołaj. Mianowicie obrócił się na pięcie i poszedł przed siebie.
-Mikołaj a ty dokąd ?-zapytała moja mama.
-Yyy..idę do kolegi. Do wiedzenia.- rzucił oddalający się chłopak.
Z miną obrażonej dziewczynki siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu. Głowę rozsadzała mi złość do Mikołaj." Kretyn, kretyn, kretyn!" Powtarzałam sobie w duchu. "Co za debil"-mówiłam sama do siebie.Miałam ochotę coś rozwalić. Zapodałam GrubSona. Tak, jego słowa zawsze pozwalały mi się oderwać od rzeczywistości. Przenosiły mnie do bezproblemowego świata w, którym wszelkie troski, złość i negatywne wibracje zostają, tak jakby zamknięte w wielki kufrze. Wtedy ogarnia mnie tylko radość, euforia i poczucie bezpieczeństwa. O tak! Uwielbiam ten stan. Taka mała dawka szczęścia uwalniająca się z moich słuchawek. / Nawet nie wiem kiedy byliśmy na miejscu.  DOM-pomyślałam. Wysiadłam z samochodu i leniwym krokiem powlekłam się do drzwi wejściowych.
-Zuzka.!-usłyszałam głos , zbiegającej po schodach Emilii.
-No siem.- rzekłam uśmiechając się w jej kierunku.
-Jak się czujesz ? Dużą masz ranę ?-pytała.
-Dobrze jest, nie wiem czy dużą bo już szyta.
Emilia dokładnie mi się przyglądała. Tak jakby czegoś szukała.
-No co sie tak gapisz? -powiedziałam cwaniacko.
-A sama nie wiem, tak jakoś.
-Ehh dziwna jesteś.-rzekłam.
-Nie tak bardzo jak ty!- wysyczała po czym wróciła do swojego pokoju.
Poszłam do salonu. Przywitałam się z tatą, zamieniłam z nim parę zdań po czym udałam się do swojej świątyni.
-Dość tego!-powiedziałam pół głosem.
Otworzyłam szafę, ubrałam turkusowe spodenki i biały T-shirt  z nadrukiem żółtej gąbki, tzw Spongebobem.i granatowe trampki.,Włosy spięłam w wysokiego koka i przewiązałam jasnoniebieską bandamą. Chwyciłam moją nie śmiganą deskę i wybiegłam z domu krzycząc:
-Będę potem.
Pojechałam prosto do skateparku.
___________________________________________________________
Nie miałam żadnego pomysłu, na to co może sie
dziać dalej. Dlatego przepraszam za ten rozdział.
Jest do bani.! Postaram się aby kolejny był lepszy od tego.
Więc raczej szybko nie bd nowej notki.
Jeszcze raz przepraszam i liczę na cierpliwość i wyrozumiałość
Narazicho. ♥.

2 komentarze:

Aleksandra pisze...

GENIALNE . ; dd

marta pisze...

świetny bog :) laska masz talent ...