niedziela, 22 stycznia 2012

Rozdział II ♥

Poczułam przeogromne uczycie szczęścia ,tam gdzieś w środku ,gdy tylko go zobaczyłam.
-Mikołaj.!-Krzyknęłam rzucając mu się na szyję.
-Mała.!-powiedział ściskają mnie.
Nie mogłam powstrzymać łez, czułam się jak fontanna.
-Co ty głupku,płaczesz. ?
-Nie no co ty.! Oczy mi się pocą.-odrzekłam z żartem.
-Jejku, ale się za tobą stęskniłem.
-Taa,i dlatego się nie odzywałeś, tak. ?
-Oj bo wiesz..to skomplikowane...-zaczął się tłumaczyć.
-Cii..opowiesz potem..A teraz mów co ty tu robisz.?-przerwałam mu.
-Wbiłem na wakacje.
-Mam nadzieje ,ze nie na tydzień..a przynajmniej na miesiąc.
-W sumie to nie wiadomo, ale na pewno nie na krótko. -powiedział z uśmiechem.
-No to spoko. Mów co tam u ciebie słychać. ? Jak szkoła ,znajomi . ?Czyżby jakaś dziewczyna. ?Kupiłeś sobie psa, kota , a może chomika. ? Może już nie jesteś jedynakiem. ?No mów.!-zawalałam go pytaniami.
-Ee..spokojnie.,! Wszystko ci zaraz opowiem.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na huśtawkę, która znajdowała się w głębi ogrodu.Zobaczyłam na niej huśtającą się Klarę. O kurde.! Totalnie o niej zapomniałam, przez to całe zamieszanie z Mikim.
-Chodź.!-powiedziałam i chwyciłam Mikołaja za rękę.
Prowadziłam go w kierunku huśtawki.
-Klara to jest Mikołaj.- Mikołaj to Klara.-przedstawiłam ich sobie.
Widać było zawstydzenie na ich twarzach. Pierwszy raz widziałam Klarę, która zachowywała się tak nieśmiało.
Staliśmy przez jakieś pięć minut w ciszy. Nikt nie wiedział co powiedzieć.
-Dość tego !-przerwałam tą zadumę.-Idziemy na lody!.
Od razu zobaczyłam szerokie uśmiechy na ich dzióbkach.!
-Tak wiem,wiem jestem genialna.-powiedziałam skromnie.
-Ohh tak bardzoo.!-powiedzieli zgodnie przyjaciele
Sytuacja  powoli się rozluźniała. Klara zaczęła się dogadywać z Mikołajem. Szliśmy do lodziarni "Słodkie życie", która znajdowała jakieś 500metrów od mojego domu. Wlekliśmy się przez park "ślimaczym pędem." Nagle telefon Klary zadzwonił i odeszła na bok.
-No dobra. Teraz mi powiedz dlaczego się nie odzywałeś. ?-zapytałam siadając na ławce.
-Wiesz sam nie wiem. -zaczął- Chyba to przez to ,że za bardzo tęskniłem. Tak cholernie mi było ciężko pogodzić się z tym ,ze muszę zacząć od nowa. Nie chciałem aby przeszłość i tęsknota rozsadziła mnie od środka. Wiesz ile miałem momentów zawahania. ? Takich ,ze już trzymałem telefon w ręce, miałem wykręcony twój numer...i  za mało odwagi by nacisnąć zieloną słuchawkę. Wiem, że pewnie tobie też nie było łatwo..dlatego nie chciałem ci dokładać więcej bólu. Dzwoniąc codziennie, pisząc..mówiąc ,że się spotkamy, że będzie dobrze. Obydwoje wiemy, że to by nie miało sensu..,więc mam nadzieje ,ze przyznasz mi racje i ,ze nie będziesz mieć do mnie wyrzutów ,ze się nie odzywałem.-powiedział ze smutną miną.
Nie wiedziałam co powiedzieć.W głowie analizowałam wszystkie jego słowa. Po czym zamknęłam oczy, wtuliłam się w niego i szepnęłam.
-Dziękuję. Masz rację cierpiałabym, że cie nie ma obok mnie, że mój przyjaciel mnie zostawił. Cieszę się, że tak nie jest. I, że o mnie nie zapomniałeś.-łzy zaczęły powoli spadać na jego niebieską bluzę.
-Kurde, chyba źle ,że przyjechałem.-powiedział.
Zdziwiona zapytałam.-A to niby czemu .?
-Bo prze zemnie cały czas płaczesz..-powiedział z uśmiechem.
-Ale to łzy szczęścia.
Przetarłam rękawem oczy i spojrzałam na Klarę, która właśnie szła w naszym kierunku.
-No to co ruszamy dalej. ?-zapytałam.
-Sorrki Zuzka.,ale mama dzwoniła ,że przyjechała moja kuzynka i muszę się nią zająć.Zobaczymy się potem?
-Pewnie-powiedział Mikołaj.
-Ona mówiła do mnie.!-zaprzeczyłam.
-Nie wydaje mi się..-powiedział Miki ,mrugając do Klary.
Ta tylko się zaśmiała i pomachała ręką na pożegnanie odchodząc.

-To co lody aktualne. ?-zapytał mnie.
-No jasne.! Z lodów nie zrezygnuje.-powiedziałam wstając z ławki.
-To co jagodowe. ?
-Ja innych nie jadam. -rzekłam.
-Ehh..nic się nie zmieniłaś.
-Jak to nie..mam dłuższe włosy..i parę centymetrów podrosłam.-powiedziałam z uśmiechem.
-Wiesz dobrze ,ze nie o tym mówię.
-Wiem, wiem, ale to chyba dobrze ,ze się nie zmieniłam, nie. ?
-To bardzo dobrze.!

Doszliśmy do lodziarni , zamówiliśmy lody..trochę powspominaliśmy. Aż z godziny piętnastej zrobiła się dziewiętnasta.
-No troszkę się zasiedziałem. Muszę spadać, ale zobaczymy się jutro, prawda. ?
-Pewnie.
-Wiesz chętnie bym tu jeszcze posiedział,ale mama zaplanowała ,ze odwiedzimy ciocię.
-Nie tłumacz mi się tylko leć.
Uśmiechną się i zaczął się oddalać.

Wracając do domu wspominałam dzieciństwo.Zdałam sobie sprawę, jak ten czas szybko mija. Kiedyś najważniejsze  było dla mnie to by nie gonić w berka, nie liczyć w zabawie w chowanego, by jak najdłużej skakać na skakance. Dziś wiele się zmieniło. Życie przestało być takie proste, ale nieważne jakby było ,źle to wiem że dam radę. Będę niczym Bob Budowniczy. -odbuduje to co się zepsuje, a zniszczę to co i tak z góry zesłane jest na porażkę.

______________________________________________________________________

Siema.

Męczyłam się nad tym rozdziałem 3 godziny.!
A i tak efekt niezbyt mnie zadowala , ale cóż.
Dopiero się rozkręcam.
Narazicho.♥



4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dobry początek !!

Anonimowy pisze...

zajebiście piszesz :d
życze powodzenia i czekam na więcej ;**

Anonimowy pisze...

świetne.

Klara.

Juliett pisze...

Extra .. Fajnie że Mikołaj do niej przyjechał .. ;>